środa, 11 kwietnia 2012

Rozdział 3

Obudziłam się i spojrzałam na zegarek. Była 9.30. Wstałam, podciągnęłam roletę. Za oknem świeciło piękne słońce. Przeciągnęłam się i poszłam wykonać poranna toaletę. Zeszłam na dół. Przy blacie kuchennym stała mama.
- Hej mamuś.- Przywitałam się.
- Hej. Jedz szybko śniadanie.
- Okay.- Odpowiedziałam.
Mama przygotowała mi pyszne grzanki z serkiem homogenizowanym i dżemem truskawkowym. Zjadłam jak najszybciej i poszłam się ubrać. Założyłam szare dresy oraz luźną, czarna koszulkę. Wyjęłam walizkę z szafy. Przygotowałam ubrania, które według mnie są potrzebne, ale mama na pewno coś dorzuci. Spakowałam wszystkie ubrania.- Teraz czas na kosmetyki.- Powiedziałam sama do siebie. Przeszłam do łazienki i otworzyłam szafkę, w której znajdowały się wszystkie moje przybory kosmetyczne. Powyjmowałam potrzebne rzeczy i ułożyłam w walizce. Po spakowaniu się zawołałam mamę.
- Mamo. Chodź na chwilę!- Krzyknęłam z góry.
- Już idę.
- Mam coś jeszcze dorzucić do walizki?- Zapytałam.- Moim zdaniem wystarczy.
- Ręczniki spakowałaś?
- Jeden wzięłam. W hotelu nam dadzą.
- Lepiej mieć swoje. Weź jeszcze dwa.- Powiedziała.
- Mamo wyluzuj. To jest 5 gwiazdkowy hotel.
- No dobrze. Czyli wszystko jest.- Odpowiedziała.
Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 12.04.- O my god.- Powiedziałam w myślach i wyszłam z domu. Poszłam kamienną ścieżką do ogromnego ogrodu. Usiadłam na ławce. W okół mnie było pełno zielonych drzew oraz kolorowych, kwitnących kwiatów. O moje uszy obijał się śpiew ptaków. Jednak nie skupiałam się na nim. Cały czas myślałam o moim ''nowym'' życiu. Postanowiłam zadzwonić do Kamili.
- Hej wstałaś?- Powiedziałam do telefonu.
- Tak. Już od 8.00 nie śpię. Musiałam się spakować. Moja kochana mamusia twierdzi, że muszę zabrać ze sobą jakieś jedzenie i jadę do reala. Przy okazji może trafie na koncert One Direction.
- Oj ja niestety pewnie też. Moja mama również coś takiego wymyśli.- Odpowiedziałam z uśmiechem.
- He-he. Muszę kończyć pa pa.- Powiedziała.
- Pa.
Nadal siedziałam w ogrodzie i rozmyślałam. Nagle coś, a raczej ktoś mi przerwało. Moja mamusia wpadła na cudowny pomysł zakupienia żywności. Musiałam się zgodzić, bo inaczej by się darła. Potruchtałam do domu. Przebrałam się w łososiowe rurki i bokserkę w tym samym kolorze, a na ramiona narzuciłam czarny sweterek. Zeszłam na dół. Założyłam czarne szpilki i poszłam w kierunku samochodu. Czekałam na mamę 5 minut i pojechałyśmy do reala. Po 20 minutach drogi zaparkowałyśmy pod głównym wejściem i weszłyśmy do sklepu. Na środku ujrzałam dużą scenę, a na niej pięciu pedancików. Wydawało mi się, że skądś ich znam.- Już wiem to ci One Dire coś tam.- Powiedziałam w myślach. Wodząc wzrokiem po scenie napotkałam wzrok blondyna. Tez go skądś znałam. I znowu mnie olśniło.- On wylał na mnie wodę ze swoim kolegą.- Pomyślałam. Spojrzałam na niego ze złością na twarzy, a on bezczelnie się do mnie uśmiechnął. Ciśnienie mi podskoczyło. Chwyciłam mamę za rękę i poszłyśmy dalej. Byłam skazana na słuchanie tej muzyki, ponieważ rozbrzmiewała ona po całym centrum handlowym. Zrobiłyśmy szybkie zakupy i kierowałyśmy się w kierunku samochodu. Ktoś chwycił mnie za rękę, a ja odruchowo obróciłam się do tyłu i uderzyłam postać w twarz. Moje oczy ku zdziwieniu zobaczyły blondaska. Miał potarganą koszulkę, no dobra praktycznie w ogóle jej nie miał.
- Ała.- Jękną z bólu.- Mogłabyś nie bić każdego kto się złapie za rękę. Ostatnio tez mnie chciałaś uderzyć.
- Sorki. To taki odruch.- Wytłumaczyłam się.- Co ty tu robisz? Przecież macie koncert.
- Uciekłem ze sceny, bo zauważyłem, że wychodzisz.
- A jak pokonałeś tłum fanek?- Zapytałam i zaśmiałam się.
- Jak widzisz nie mam koszulki.- Odpowiedział i uśmiechnął się.
- A co w związku z tym, że wychodziłam ze sklepu?- Zapytałam zmieniając temat.
- Chciałbym twój numer telefonu.
- Koleś ty jesteś Brytyjczykiem ja Polką trochę sporo kilometrów nas dzieli.- Powiedziałam zapominając, że  jutro lecę do Londynu.- Po za tym nie kręcą mnie tacy kolesie jak ty.
- Szkoda, ale zobaczymy się jeszcze?- Zapytał.
- Nie dam rady. Dziś lecę do An...- Nie dokończyłam. Nie chciał się z nim spotykać, ani nic w tym stylu.
- Gdzie?
- Do Argentyny.- Powiedziałam pierwsze lepsze państwo, którego nazwa rozpoczyna się literką ''A''.
- Znowu szkoda. To pa.- Odpowiedział i pocałował mnie w policzek.
- Pa.- Odpowiedziałam, a jak tylko się odwrócił zaczęłam wycierać policzek.
Poszłam szybkim krokiem do samochodu. Spakowałam zakupy do bagażnika i pojechałyśmy do domu. Mama włączyła radio. Spojrzałam kątem oka na zegarek w samochodzie. Była 16.03.
-O my god! Cztery godziny na zakupach.- Powiedziała do mamy.
- No. Tak to jest jak się na drugi dzień leci za granicę.
- Bywa.- Powiedziałam.
- Własnie Inga jeszcze jedziemy do babci.
- No fajnie. To 2 godziny w plecy.- Odpowiedziałam.- Nie licząc dojazdu.
- Oj tam narzekasz. W najbliższym czasie się z babcia nie spotkasz.
Moja babcia mieszka jakieś 80 kilometrów od mojego domu. Jechałyśmy około godziny. Po przyjeździe przywitałyśmy się ze staruszką, która zaprosiła nas na ciasto. Po godzinnej rozmowie pożegnałyśmy się i pojechałyśmy do domu. Oczywiście nie obeszło się od łez od strony babci. Gdy wróciłyśmy do domu poszłam się umyć. Wzięłam godzinną, gorącą kąpiel. Myślałam o jutrzejszym locie bawiąc się otaczająca mnie pianą. Gdy wyszłam z łazienki mama zaczęła swoją mowę.- Córciu pamiętaj nie bierz nic od obcych, pilnuj swoich rzeczy i ogólnie pilnujcie się wzajemnie z Kamilą.
- I nie dawaj dupy.- Dorzucił Michał.
- Wiesz nie jestem jak twoje koleżanki. Mam do siebie szacunek. Odpowiedziałam, a Miki odszedł speszony. Jeszcze chwile rozmawiałam z rodzicami i poszłam na górę. Weszłam do swojego pokoju, rozebrałam łóżko, na którym usiadłam. Nastawiłam budzik na 3.45, bo o 5.15 musiałam już być na lotnisku. Odłożyłam telefon na półkę i położyłam się spać.



Przepraszam z góry za błędy. Troszkę ten rozdział nudny. Wyrażajcie swoja opinie w komentarzach
DZIĘKUJĘ!

2 komentarze: